Drenda Morska: Po Gdyni - śladami liter.


Podejrzewam, że ze wszystkich polskich miast to Gdynia najbardziej kojarzy się z porządnym projektowaniem, w tym typografią. Tu wszak rezyduje Traffic Design, studio wprowadzające dyskretne i schludne retusze w tkankę miasta. Wszędzie można spotkać ich realizacje, eleganckie odświeżenia poczciwych zakładów i sklepów z PRL, instalacje, szyldy, murale. 

Przyglądanie się im - w zwyczajnych lokalizacjach, nie w spektakularnych „białych słoniach” - pozwala wierzyć, że nie jesteśmy skazani na pięć krojów na krzyż, szyldy, w których wszystko jest za małe lub za duże, i defaultowe ilustracje ze stocku. Wprowadzają też element fajności, ale bezpretensjonalnie, bez poczucia, że miasto chce wymyślać się na nowo przez design. Tak jak z arcypolskim napisem (bo zawiera wszystkie polskie znaki diakrytyczne) ZAŻÓŁĆ GĘŚLĄ JAŹŃ na ulicy Żeromskiego, który wywołuje przyjemne uczucie WTEM.

Albo projekt dla takiego serwisu RTV. Trochę jak stary, ale widać, że jednak nowy. Traffic Design lubią warsztaty i rzemiosło, i widać, że sami projektują po rzemieślniczemu. Nie ma tu chodzenia na łatwiznę. Ostatnio odświeżali szyldy sklepów i barów na Grabówku, również ostrożnie i gustownie. Myślę, że szykowne FIRANY mają szansę stać się wizytówką okolicy.

Miałam okazję bywać częściej w Gdyni akurat wtedy, gdy miały miejsce metamorfozy. Sklep metalowy z czarującą surowizną na froncie (M to odwrócone W, albo W to M - niezależnie od tego, lubię tę wyrobiarską pomysłowość) zyskał nowy, minimalistyczny szyld, mniej samoróbkowy, ale pasujący do sposobu funkcjonowania sklepu. A ten jest mocno zachowawczy. Wierzcie lub nie, ale to jedno z ostatnich miejsc - przynajmniej kiedy tam byłam - w którym należy udać się do kasy z wypisanym kwitkiem, jak przed 1989. W przypadku szyldu właściciel nie kierował się jednak zasadą „lepsze jest wrogiem dobrego”, z korzyścią dla sklepu.

Skoro o rzemiośle mowa, to wystarczy spacer którąś z głównych ulic miasta albo w stronę morza, żeby natrafić na solidne, kute litery. Gdynia to w końcu miasto modernizmu, nie ma żartów. Dom Rzemiosła, metalowe drzwi restauracji Polonia, Yacht Club Stal (dzielnie się trzyma, choć nabrzeże niestety padło ofiarą baneryzacji i nijakich pomysłów) - wszystko to pasuje do kategorii „dobra robota”. Podobnie tabliczka Automobilklubu Morskiego (trzeba wiedzieć, gdzie szukać - podpowiem, że trzeba się trochę wspiąć).

Absolutne złoto to liternictwo użyte w identyfikacji cukierni Delicje. O samym miejscu napiszę szerzej przy kolejnej okazji, zajrzymy wtedy do środka, ale na razie nacieszmy się pysznymi, obłymi formami z lat 60.-70., z czasów, gdy psychodelia pożyczała sobie od secesji i wzbogacała ją o kwaśne (zamiast absyntowych) kolory. Tu mamy pomarańczowo-różowe deserki, miękkie jak ptasie mleczko i galaretka. Smakuwa, jak mawiał pewien słynny gdynianin.

Wystarczy rozejrzeć się nieco uważniej, żeby dostrzec jeszcze inną gdyńską typografię, dziwną, domorosłą, kleconą naprędce, niepasującą do reszty i niepodobną w sumie do niczego (a przez to fajną). W tym celu zapraszam na dłuższą przejażdżkę SKM-ką. Dom Towarowy Chylonia to jeden z moich ulubionych punktów, pomnik wybujałej wyobraźni lat 90. i ówczesnej dezorientacji co do tego, jak projektować. Doklejony do bloku mieszkalnego dom handlowy (trudno uwierzyć, ale to realizacja z 1993) to w środku mydło i powidło, małe pawiloniki usługowe i sklepy pamiętające lepsze czasy. Miejsce sprawia wrażenie, jakby od lat miewało się tak sobie - podobnie jak inne domy handlowe z tego okresu, tyski Senator czy warszawska Panorama. Najdziwniejszy z całego przedsięwzięcia jest jednak logotyp. Mam teorię, że projektował go fan rocka progresywnego w hołdzie dla zespołu Marillion.

Pozostańmy chwilę na Chylonii. Mam słabość do tej dzielnicy - mieszczą się tu w końcu najlepsze gdyńskie lumpeksy. W budynku dworca znajdziemy za to fantastyczny przykład tzw. typografii wernakularnej, lub tego, co Jakub Hakobo Stępień nazywał typopolo - samoróbkowych projektów z folii samoprzylepnych, które weszły do sprzedaży w latach transformacji. Tu ktoś się postarał i samodzielnie wykleił portrety, okalając je roztańczonym liternictwem. Żałuję, że się tam nie obcięłam, może nie zdecydowałabym się na balejaż i kok, ale miejsce wygląda z zewnątrz na salon w fajnym, starym stylu, taki, do którego chodzi się na trwałą ondulację. Chylonia to rownież chyba dzielnica śmieszkowania - do WC Butiku nie zajrzałam (nawet na WC Kwadrans), ale choć sam projekt jest przykładem kiepskiej banerozy, to jednak żarcik i drapieżny deseń jakoś mnie urzekł.

Więcej wernakularnych pomysłów znajdziemy i bliżej centrum miasta. Oto Komis Sztuki, który kusi tajemnicami Peru. Albo nieco ukryta przed oczami przechodnia restauracja chińska, czy Studio Relax - trochę nieporadna pamiątka z czasów, gdy najbardziej en vogue było korzystać z usług grafficiarzy do promocji swojego lokalu usługowego. 

Wszystko to pokazuje warstwy Gdyni i udowadnia, że nie jest to jednolicie „ładne”, schludne, skonsultowane przez projektantów wzdłuż i wszerz miasto, jak chcieliby niektórzy. Jest tu sporo typograficznych osobliwości, świetne nowe projekty, murale i neony współistnieją z uroczą amatorską samoróbą, a nieszczęsny stockowy banał wkrada się cokolwiek powoli.

Olga Drenda

Blog Hansa Wear wspiera sklep Hansa Wear, a nasz sklep finansuje działalność bloga. Będzie nam super miło, jeżeli wpadniesz na zakupy. Szyjemy w Polsce, m.in z organicznej przędzy bawełnianej, nasze ubrania pakujemy w papier, 5% zysku przekazujemy Fundacji MARE. Zapraszamy, może coś Ci się spodoba.

---> Poka ten sklep!

---> Eeee tam, wolę coś jeszcze przeczytać.














łukasz

Koszyk

Twój koszyk jest pusty.

Dokonaj swoich pierwszych zakupów